czwartek, 15 października 2015

Czy kiedykolwiek się do tego przyzwyczaję?

   Każdy z nas ma swoje nawyki, przyzwyczajenia, które zapewniają mu komfort życia i uśmiech na codzień. Chyba każdy z nas posiada również listę rzeczy, które w miejscu zamieszkania wyraźnie mu przeszkadzają. Gdziekolwiek byśmy nie przebywali, znajdą się rzeczy, zachowania lub produkty, z którymi niechętnie, ale musimy współżyć.

W październiku i listopadzie, Klub Polki na Obczyźnie, zabiera czytelników w podróź dookoła świata, podczas której jego członkinie zdradzą Wam, do czego było/jest im ciężko się przwyczaić na emigracji.




Włochy piękne są, powie każdy, kto przybywa tu z wizytą turystyczną. Bajeczne krajobrazy (morze, górskie szlaki, cudowne jeziora), bogata historia i zabytki, praktycznie na każdym rogu, włoska kuchnia. Można by tak wymieniać bez końca. Doceniam to wszystko, dzić jednak będę biadolić, gdyż absurdów na półwyspie apenińskim nie brakuje. Ciekawi co mi, w tym raju na ziemii, najbardziej przeszkadza?

Czy jest ktoś kto nie lubi, od czasu do czasu, wyskoczyć ze znajomymi na pizzę lub piwko? Ja lubię, dlatego z chęcią akceptuję propozycje, które pomogą mi przełamać monotonię dnia codziennego. Na takie spotkanie, ola boga, trzeba się jednak u m ó w i ć ! Włosi to mistrzowie umawiania się,  rzucą ''no to jesteśmy umówieni. Widzimy się weekend'' i gra muzyka.

 Umówieni? Jakie umówieni, gdzie, kiedy, o której??? Wraz z nadejściem piatkowego wieczoru, rozumiesz, że na piątek umówieni nie byliście. Pozostają sobota i niedziela, czyli na dwoje babka wróżyła. W sobotę po południu, zaczynasz się denerwować bo nadal nie wiesz czy zabrać się do garów czy nakładania make-up? Zmuszasz biednego, bogu ducha winnego męża, aby czegoś się dowiedział. Ten z wyraźną dezaprobatą, dzwoni do znajomych by po chwili obwieścić Tobie ''zdzwonimy się''. Gdy około 19 zaczynasz zabijać wzrokiem, nadchodzi informacja ''o 20:30 w centrum''.  Stawiasz się na umówionym w bolączkach miejscu, brakuje pół grupy - dzwonisz do spóźnialskich i słyszysz ''sto arivando'' (już jadę), załamujesz się bo już wiesz, że przed 22 do stolika nie zasiądziesz. Najprawdopodobniej bowiem Twój rozmówca właśnie wchodzi pod prysznic! Ot taka włoska p u n k t u a l n o ś ć !


źródło


B i u r o k r a c j a  i Włochy są nierozłączne, jak rodzeństwo - siostra i brat, bliźniaki jednojajowe.  Załatwienie sprawy bardzo często zależy od niedouczenia urzędnika albo jego indywidualnej interpretacji przepisów. Przed ślubem, nie raz posłałam do wszystkich diabłów tutejszy urząd miasta, którego pracownicy usilnie próbowali napsuć mi krwi. Ostatecznie, za mąż wyszłam, ale na pewno nie dzięki uprzejmości i dobremu sercu umbryjskich urzędników. Na pocieszenie napiszę, że ministerstwa działają bardzo sprawnie - odpowiadają na maile, szybko i rzetelnie.


Podatki, podatki i jeszcze raz  p o d a t k i  - mamy ich tu od wyboru do koloru. Podatek od cienia etc...Baa, przez kilka lat płaciliśmy nawet podatek od podatku ;)

Nie wiem jak Was, ale mnie mało co wyprowadza z równowagi, tak jak pocałowanie sklepowej klamki, tym bardziej jeśli jest to apteka. Wyobraźcie sobie, że nęka Was od rana bół głowy, naturalne metody przeciwdziałania zawodzą, tabletek przeciwbólowych w domu brak - lecisz w słońcu, deszczu, mrozie, ratować resztki humoru i dnia... a tu  p a u s a   p r a n z o  moi mili. Przerwa obiadowa zazwyczaj trwa od 12:30 (13:00) do 15:30 (16:00).  Gdy, niespełna 10 lat temu, zamieszkałam we Włoszech, przerwę w pracy stosowały wszystkie sklepy, z supermarketami włącznie. Obecnie supermarkety i centra handlowe praktyki tej już nie stosują.

źródło


Sporo czasu zajęło mi również przyzwyczajenie się, że środoki przeciwbólowe kupujemy jedynie w aptece a papierosy w tabacchi. Musicie też wiedzieć, że  w poniedziałek włosów nie obetniemy ani okularów nie kupimy, gdyż tradycyjnie jest to  g i o r n o   d i   c h i u s u r a   (dzień zamknięcia) powyższych przedsiębiorców.

Przyszłoby Wam  na myśl by w restauracji pobierać opłatę za nakrycie? Nie? Włochom, owszem.
C o p e r t o   bowiem, to nic innego jak opłata za nakrycie, ''raptem'' 1,5 euro od osoby. Zapewniam, iż obecnie wytwór ten oburza na równi autochtonów i turystów,


Znalazłoby się jeszcze kilka pozycji, ale powiedzmy, że wyczerpałam, na dziś, limit marudzenia, dlatego też odsyłam Was do moich klubowych koleżanek - wczoraj swoimi spostrzeżeniami dzieliła się z nami Agnieszka ze Szwajcarii. A już jutro dowiecie się, do czego, we Francji, nie  może się przyzwyczaić Sylwia. Wszystkich czytelników serdecznie zapraszam do śledzenia akcji na blogu Klub Polki na Obczyźnie, gdzie znajdziecie linki do wszystkich dotychczasowych postów.

p.s.Włochy, zdecydowanie potrafią zaskakiwać pozytywnie (niejednokrotnie się o tym przekonałam).  W powyższej notce celowo skupiłam się na aspektach negatywnych, bo o nich rzadko się wspomina.



Wakacyjny projekt dedykujemy akcji "AUTOSTOPEM DLA HOSPICJUM" - Przemek Skokowski wyruszył autostopem z Gdańska na Antarktydę, by zebrać 100 tys. zł. na Fundusz Dzieci Osieroconych oraz na rzecz dzieci z Domowego Hospicjum dla dzieci im. ks. E. Dutkiewicza SAC w Gdańsku. Na chwilę obecną brakuje 35 tys. Jeśli podoba Ci się nasz projekt, bardzo prosimy o wsparcie akcji dowolną kwotą. 
Więcej info: https://www.siepomaga.pl/r/autostopemdlahospicjum









38 komentarzy:

  1. Ojej, ojej.. Mnie również szlag by na to trafiał. Coperto woła o pomstę do nieba, ale to umawianie się jest chyba najgorsze. Widzę, że pod tym względem Włosi bardzo przypominają Turków. Po latach zrozumiałam, że ja tymi spotkaniami zwyczajnie za bardzo się przejmuję. Tam nikt nie silil się na 3daniowa kolację, na dokladny make up czy nawet porządek w domu. Luzik, dresik, chipsy, spontan :) zupełnie nie moja bajka :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Generalnie włości rzadko umawiają się w domach, na kolację raczej wychodzi się do restauracji i wtedy się stroją - czasu mają dużo, bo choćby niewiadomo jak chcieli być na czas, to i tak się spóźnią. Luzik, dresik zarezerwowany jest na wyjście do kościoła ;)

      Usuń
  2. W niektórych momentach macie zdecydowanie przekichane. Współczuję. A my narzekamy ma Polski system handlu i współpracy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak do pewnych kwestii trzeba się po prostu przyzwyczaić.

      Usuń
  3. Nie punktualności i takiego niedogadania z umawianiem nie znoszę, nie cierpię, mogłabym zagryźć, a jestem z tych spokojnych :) A w biurokracji to i my się kochamy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osobiście wolę być 15 minut przed czasem niż 5 minut za późno. Tutaj nikt nie przychodzi o czasie, wychodząc z założenia, że reszta i tak się spóźni.

      Usuń
  4. Każdy kraj czy nawet miasto ma swoje dziwactwa choć przyznam,że niektórymi mnie zaskoczyłaś. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Umawianie się z Włochami jest prawdziwym wyzwaniem. Pamiętam jakim było to dla nas szokiem podczas szkolnej wymiany z uczniami z Genui. Notorycznie na kogoś czekaliśmy lub bez konkretnego powodu zatrzymywaliśmy się w jakimś przypadkowym miejscu po to tylko, żeby pogawędzić o niczym. W Mediolanie trochę lepiej wygląda sytuacja, bo wszyscy notorycznie się spieszą, a dzięki temu są bardziej zorganizowani. "Pausa pranzo" i "giornata di chisura" dla mnie są nie do przyjęcia! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, czasami przejście 100metrów to kwestia 30minut. Jeśli umawiamy się ze znajomymi na mieście na kolację, syn obowiązkowo zostaje nakarmiony w domu, przed wyjściem a ja w torebce noszę krakersy ;)

      Usuń
  6. Nie cierpię kiedy ktoś się spóźnia...oj bardzo tego nie lubię

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Włosi to mają we krwi i niestety z wiekiem im nie przechodzi. Gdy jeszcze nie bylismy dzieciaci to praktycznie co niedzielę chodzilismy na obiad do teściów i co tydzień czekaliśmy przynajmniej 15 czy 20 minut na szwagra z rodziną, przy stygnacym jedzeniu. Raz, z ważnego powodu, spóźniliśmy się my o 5 minut - weszliśmy a tam wszyscy w najlepsze konsumują. Ojjj miałam wtedy nerwa.

      Usuń
  7. Fajnie poznac Italie od kuchni :) Lubie miec wszystko poukladane wiec opcja czekania, czy niewiadomej doprowadzilaby mnie do choroby :)))
    U nas np. w poniedzialek fryzjer tez ma zamkniete, dawniej, moze zreszta nawet nadal w srode popoludniu sklepy,lekarz itp tez byly zamkniete- ale np. w sobote kazdy zamiata posesje przed domem - z jednej strony super, a z drugiej to sasiedzkie zagladanie czy ON/ ONA juz to zrobila idzie czasami na nerwy :)
    Z ochota poczytam jeszcze inne ciekawostki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O nie, takie lukanie sąsiada przez płot też by mnie denerwowało! Sama z chęcią czytam notki innych dziewczyn, biorących udział w projkecie, bo fajnych rzeczy można się dowiedzieć :)

      Usuń
  8. Spoznialstwo lezy I w irlandzkiej krwi. Nie ma u Nas calodobowych aptek. Nie ma ! Rozumiecie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale żadnej? U nas w Perugii jest jedna 24h (w centrum), poza tym są apteki dyżurujące.

      Usuń
  9. Ja się chyba włoska robię, bo też się czasami spóźniam :-D. Giorno di chiusura to jeszcze nic! Najlepsze są kartki "siamo in ferie", jesteśmy na urlopie, bez podania daty powrotu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahha, wyobrażasz sobie by w Polsce, ktokolwiek zamykał sklep na kilka godzin dziennie, nie mówiąc już o dwóch tygodniach na urlop? :D

      Usuń
  10. Będąc we Włoszech w sprawach służbowych i wiecznie czekając na spóźnialskich słyszałam od Włoszki, organizatorki pobytu, stale to samo tłumaczenie.....'Italian families'. Na owym pobycie byli też przedstawiciele innych krajów europejskich, wszyscy stawiali sie na wyznaczone spotkania przed umówionym czasem. Włosi, łącznie z organizatorką, nawet z godzinnym opóźnieniem. Strasznie to nas (nie Włochów) oburzało, że zaprosili nas i każą nam na siebie czekać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla podsumowanią wspomnę rozmowę z włoskimi gościami na moim weselu. Przyjaciele męża z przejęciem deklarowali, że tym razem się nie spóźnili i w kościele byli na czas - 17:15. Dodam jedynie, iż ceremonia była na 17:00. Dla nich 15 minut to nie jest spóźnienie :)

      Usuń
  11. Ja nie toleruję spóźnień zarówno u siebie jak i u innych...

    OdpowiedzUsuń
  12. Najbliższej Włoch byłam w Szwajcarii włoskojęzycznej przyznam, że ten południowy kanton, ma w sobie także sporo włoskiej kultury i naleciałości choćby architektonicznej.
    Optymistyczny kawałek lądu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że w tym jest trochę prawdy - południowcom żyję się jakby lżej, choć kryzys zrobił swoje.

      Usuń
  13. przerwa obiadowa jest podyktowana nieznosnym letnim goracem, ktora wrecz zagotowuje wszystkie plyny w ciele. i przyjela sie tez w okresie zimowym. odpoczynek w ciagu dnie dodaje ci energi na reszte pracy popoludniu. zawsze mnie zastanawia marudzenie na takie rzeczy: sa przeciez mozliwosci alternatywne, trzeba je tylko umiec znalezc. apteka czynna cala dobe czy Conad albo EmiSpesa sa dostepne z orario continuato, a Metà nawet w niedzele. do spotkan towarzyskich trzeba byc bardzo elastycznym choc znajduja sie ludzie, ktorzy jak mowia "jutro idziemy razem na kolacje" - to faktycznie na te kolacje idziemy. slyszalam tez (od samych wlochow), ze to co wloch lubi robic najbardziej to "cazzi propri" czyli zajmowac sie wlasnymi sprawami - dlatego tez kontakt z nimi to ciagla lekcja z jednej strony samowystarczalnosci polaczonej z brakiem pretensji, a z drugiej negocjacji i wytrzymalosci, wrecz rytualnego zwracania na siebie [ich] uwagi popartymi uporem i sila ducha, sa tez nauka gledkiego manewrowania w labiryncie negocjacji i to sie tyczy prawie kazdego aspektu zycia...............................czasami to jest najwiekszy koszmar, a to ze trzeba placic 1 euro za coperto to przy tym pikus.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przerwa obiadowa nie trwa tylko przez lato, ale i inne pory roku, kiedy nie jest nieznośnie gorąco. Wpis był na temat rzeczy, które przeszkadzają Polkom w konkretnym kraju- można to więc nazwać marudzeniem- jak zwał, tak zwał. Conad to być może i jest opcja, ale tylko dla tych, którzy mają nadmiar ojro, bo drugiego tak drogiego sklepu to tutaj nie ma. Post Ewy doskonale oddaje to, co większości przeszkadza we Włoszech i bynajmniej nie jest to upierdliwe marudzenie. Poza tym, żyjąc na co dzień z Włochem, absolutnie nie zgadzam się z tym, co o nich piszesz, bo to zwyczajnie generalizowanie. Ani nie manewruję, ani nie negocjuję, ani nie muszę być wytrzymała. Wręcz przeciwnie, z moim mężem potrafię się dogadać, jak mało z którym Polakiem, dlatego więc sądzę, że nakreśliłaś ich aż nazbyt groteskowo :). Nie popadajmy w skrajności i paranoję. Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Nie napisałam, że to z przymrużeniem oka, bo myślałam, że to oczywiste. Z tą energią po przerwie obiadowej to nie do końca się zgodzę, bo dla mnie to by było jak chodzenie do pracy dwa razy dziennie. Mój mąż twierdzi, że pausa pranzo jest potrzebna, jeśli ktoś pracuje cały dzień - M. np. ma przerwę 30min do 1h - zarówno On jak i większość współpracowników uwija się w pół godziny bo chcą wczesniej do domów wrócić. Mój szwagier natomiast jest wspołwłaścicielem optyka i naprawdę, gdy po obiedzie musi iść do skelpu to minę ma cierpiętniczą. Poza tym, tak jak napisałam w poście, obecnie supermarkety i discounty nie robią przerwy. Apteki owszem - naturalnie są 24h oraz dyżurujace, ale człowiek nie zawsze ma ochotę i możliowość by z gorączkującym dzieckiem takowej szukać. Na szczęście ta koło nas(mieszcząca się w centrum handlowym) otwarta jest prawie zawsze (pausę ma jedynie w niedzielę).
      p.s. coś mi się wydaje, że mieszkamy w tym samym mieście?

      Usuń
    3. Droższy od Conad jest chyba tylko Superconti, no i Gio'. Do pierwszego z nich jeździmy jak dorwiemy promocję :)

      Sabina, mój mąż to również człowiek na wyraz spokojny, można z nim spokojnie porozmawiać gdyż akceptuje zdanie innych (co nie oznacza, że się z nim zgadza). Poza tym chłopom (przynajmniej w tym wieku) nie chce się bawić w podchody. W tym co mówi nie należy doszukiwac się drugiej prawdy. Znam kilku manipulatorów, zarówno w Polsce jak i we Włoszech, i od nich stronię.

      Usuń
    4. Masz rację Ewa, manipulatorów można spotkać wszędzie, narodowość nie ma tu nic do rzeczy.

      P.S. W mojej okolicy w czasie siesty wszystkie sklepy są pozamykane, a do najbliższego, który jest otwarty, mam kilka kilometrów :). To samo tyczy się apteki.

      Usuń
  14. Spoznialstwo i brak konkretow- oj tak. Ale tak najbardziej najbardziej denerwuje mnie plec meska! Milo jest, owszem, przechadzajac sie ulica, uslyszec komplement ale spedzajac caly dzien w miescie to juz mozna sie zmeczyc... Nie daj boze jestes blondynka z niebieskimi oczami- nie dadza Ci zyc ;) Nawet spotykam sie z takimi egzamplarzami, ktore idac ulica z partnerka (!) potrafia krzyczec: bella! bella! A ile razy zdarzylo mi sie byc nagabywana i sledzona przez jakichs dziwnych typow z pytaniem czy mam meza...Jak tylko sprzedawcy wszelkich masci pierdol i uslug wyczaja, ze jestes nie tutejsza to juz koniec. Poza tym niektorzy panowie jezdza na skuterach jak niespelna rozumu i wyprawiaja cuda z samochodami :D Wyjechac spod domu w Palermo w godzinach od popoludniowych do wieczornych graniczy z cudem... Tak samo jak zaparkowanie gdziekolwiek- tzn. zaparkowanie poprawne. Bo jak sie nie da poprawnie to zawsze mozna zastawic komus wejscie do domu albo wjazd do bramy ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Oj to nie dogadałabym się z Włochem ;p Ja potrafię się umówić na 13:12 gdy wiem, że właśnie o tej dojdę w konkretne miejsce lub akurat o tej godzinie ma być mój autobus xD

    OdpowiedzUsuń
  16. Fajnie opisane, osobiście byłam we Włoszech dwa razy na wakacjach i bardzo mi się podobało, poznałam też wielu włochów na kursach niemieckiego i wydają się bardzo sympatycznym ludźmi :)

    OdpowiedzUsuń
  17. O tak, z tym umawianiem się to istne skaranie boskie.O biurokracji i podatkach nawet sie nie wypowiadam,bo można zawrotu głowy dostać.Coperto i każdego rodzaju napiwki(to irytuje mnie też w Polsce i w każdym innym zakątku na ziemi) mnie wkurzają.Bo przecież bycie kelnerką/kelnerem to zawód.Działa jak każdy inny listonosz,sprzedawca, krawiec.Zbierasz zamówienie przynosisz zamówienie-to praca jak ta którą wykonuje też aptekarz bierze receptę, podaje lek, inkasuje pieniądze dziękuje dowiedzenia.On nie dostaje napiwku.Dostaje stałą, miesięczną pensję i tyle.Czyż kelnerzy nie dostają pensji?Tak.Dlaczego więc mam im płacić dodatkowo?Przecież nie robią nic ponad wyznaczone obowiązki? I to giorno di chiusura.W małym miasteczku jak moje panuje totalna pustka w czwartki i niedziele po południu.Wszystkie sklepy a nawet bary zamknięte.W związku z tym wychodząc na spacer nie uświadczysz żywej duszy.Nie wspomnę już o tym,że musisz stale o tym pamiętać ,by zaopatrzyć się w potrzebne rzeczy bo ryzykujesz brakiem kolacji w te dni.Dziwy, same dziwy w tym kraju:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Naprawdę niektóre rzeczy bardzo mnie zaskoczyły. Opłata od nakrycia - absurd. W ogóle wnioskuję, że Włochy to kraj absurdów, bo to, że człowiek w czasie siesty niczego nie moze załatwić - też jest absurdalne.
    W Bułgarii też jest coś takiego jak "przerwa obiadowa" - i tu też nic się nie załatwi w południe, ale tylko przez pół godziny. Od 12:00 do 12:30. Oczywiście marketów to nie obowiązuje, ale wszyscy inni, cała pracująca Bułaria o 12:00 je obiad :D

    OdpowiedzUsuń