środa, 19 kwietnia 2017

Niemoc zwana przesileniem wiosennym

Dmucham, dmucham i dmucham już od kilku dni, ale strasznie ciężko przebić mi się przez tumany kurzu, zalegające na moich wirtualnych czterech kątach. Proszę nie doszukujcie się w mojej nieobecności drugiego dna - po prostu ogarnęła mnie blogowa niemoc, lub jak wolicie przesilenie wiosenne. Generalnie mogłabym siebie podsumować jednym krótkim zdaniem ''gdyby mi się tak chciało, jak mi się nie chce...''

Oddałam się w pełni życiu w realu, a za sprawą syna jest ono dość intensywne. Dni są już coraz dłuższe, cudownie błękitne a cieplutkie promienie słoneczne muskają nasze zmęczone zimą ciała. Jak tylko możemy, korzystamy z długich spacerów i wypadówdo parku - Stefano wpadł w hulajnogowy trans i śmiga aż się kurzy.

Tor do jazdy na wrotkach/hulajnogach w naszym miejskim parku

Miałam w planach napisać krótkie podsumowanie pierwszego kwartału bierzącego roku, ale ociągam się, ociągam, aż nieposrzeżenie przekroczyliśmy połowę kwietnia.

Ciężko mi w tej chwili powiedzieć czy w ogólę wrócę do blogowania. Szczerze mówiąc już tego za bardzo nie czuję i nie chciałabym tych moich internetowych wypocin ciagnąć na siłę, z przyzwyczajenia.

Od jakiegoś czasu (mniej więcej 2 lat ;) rozmyślam nad zmianą nazwy bloga. Pierwotnie ''Kartka z kalendarza'' miała być takim moim pamiętnikiem, gdzie codziennie zrywam jedną zapisaną kartkę. Niewiele z tego wyszło, piszę coraz rzadziej. Ponadto nie odczuwam już potrzeby pisania o moim/naszym życiu rodzinnym. Jeśli pokonam mój stan zawieszenia, zapewne poczynię kroki ku zmianom.
No, ale to wszystko ewentualnie od maja, gdyż za niewiele ponad tydzień wybieramy się do Polski, na pierwszą komunię mojej siostrzenicy. Bilety zakupione są już od dawna, ale nad naszą podróżą w kwietniu zawisły czarne chmury w postaci ospy, która pojawiła się zarówno w przedszkolu, jak i na zajęciach psychomotorycznych.

Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie i do usłyszenia :)
Ewa

poniedziałek, 13 marca 2017

Muzeum Archeologiczne Umbrii

Znajoma (Renata, autorka bloga Kalejdoskop Renaty) przypomniała mi ostatnio o darmowych wstępach do włoskich muzeów. W każdą pierwszą niedzielę miesiąca muzea państwowe, na całym terytorium połwyspu apenińskiego, otwierają swe ''skromne'' progi dla mieszkańców i turystów.


Cippo di Perugia z II/IIIw. p.n.e - 46 wersów w języku etruskim

                         
 Skłoniło mnie to do refleksji - z jakiego powodu, tak naprawdę nigdy nie korzystamy z darmowych niedziel? -  No właśnie, dlaczego? Pytanie retoryczne! Odpowiedzi brak!  Postanowliśmy to zmienić. W miarę czasu, możliwości i zawirowań chorobowych, chcielibyśmy co miesiąc zagladać do kolejnych placówek. Nasze giro dell'Umbria rozpoczęliśmy w ubiegłą niedzielę, wybierając się do Muzeum Archeologicznego Umbrii.

Słota za oknem nie zachęcała do opuszczania ciepłego gniazda. No, ale rzekło się A, to trzeba powiedzieć i B. Zapakowaliśmy syna (miauczącego pod nosem ''muzeum nie'') do auta i ruszyliśmy podziwiać etruskie zbiory.

Pierwsze eksponaty - etruskie urny, możemy podziwiać już na krużganku.

Właściwa kolekcja znajduje się na pierwszym piętrze budynku. Wszystko jest pięknie wyeksponowane i opisane, włącznie z okolicznościami i datą znaleziska. Etruskie urny i sarkofagi są doskonale zachowane, a wszystko to na wyciągnięcie ręki. Efekt wow gwarantowany.





Będąc z dzieckiem uważaliśmy by za bardzo nie dotykał eksponatów, choć tylko w niektórych miejscach było wyraźnie zakomunikowane ''do not touch''. Myślę, że my nieco przesadziliśmy z ostrożnością, ale lepiej tak niż odwrotnie. Mojemu mężowi otwierał się nóż w kieszeni, gdy widział inne dzieci dosłownie uwieszone na zabytkach.


szkielet niedźwiedzia



Sekcję prehistoryczną zaczynamy od obrazowo przedstawionej historii ewolucji i pojawienia się Homo Sapiens. Naszą wędrówkę kontuujemy podziwiając przedmioty z kolejnych epok.




Naczynia odnalezione w 2007 roku w Todi,

Cała powierzchnia muzeum pokryta jest sięcią wi-fi, która otwiera dostęp do wirtualnego przewodnika, udostępnionego w 4 językach - naturalnie włoski oraz angielski, niemiecki i francuzki. Jak zapewnia dyrekcja, działa on na wszystkich nośnikach mobilnych, a pod adresem http://www.archeotouch.it/ można przejrzeć część zbiorów również bez wychodzenia z domu. Ciekawym rozwiązaniem jest przydzielanie niektórym gablotom QR Code, po którego zeskanowaniu wyświetli nam się opis jej zawartości.




Do połowy marca, muzeum gośći tymczasową wystawę zabawek współczesnych. Wierzcie mi, że robi wrażenie zobaczyć w jedenj gablocie lalkę Barbie i laleczkę z terakoty sprzed wieków (mowa tu o przedmiotach z II wieków przed Chrystusem). Świetna konfrontacja.






lalki

Niemal padliśmy ze śmiechu gdy syn po pospiesznym zlustrowaniu kilku witryn rozłożył szeroko ręce i głośno stwierdził - qui e' tutto rotto  (Wszystko tu jest zepsute, to jest zepsute i to też i kubki - wszystko) :D  W sumie, jak nie przyznać mu racji. No sami zobaczcie, graty ;)







Biżuteria, amulety, kamienie szlachetne






Grobowiec rodziny Cai Cutu

Historia odkrycia grobowca jest doskonałym świadectwem bogactwa umbryjskich podziemii. Na kryptę rodziny Cai Cutu natknięto się całkiem niespodziewanie w 1983 roku, na jednym z osiedlii Perugii, gdy właścielom pewnej nieruchomości, podczas prac remontowych zawalił się fragment podłogi. Niesamowite, czyż nie?






Informacje praktyczne:

Muzeum jest bardzo łatwo dostępne. Mieści się tuż obok bazyliki San Domenico, na Piazza Giordano Bruno 10.  Dojazd autobusem lub samochodem do Piazza San't Anna (ewentualnie Piazzale Europa), skąd schody ruchome ''zawiozą'' nas prawie przed bramę muzeum (100 metrow).
Otwarte codziennie w godzianach 8:30 - 19:30 (poniedziałek od 10:00)
Bilet wstępu: 5euro, 2.50 ulgowy (poniżej 18 roku życia). Pierwsza niedziela miesiąca gratis.

Wybierającym się w najbliższym (albo trochę dalszym) czasie do Włoch, zostawiam link, pod którym znajdziecie pełną listę zabytków objętych programem darmowych niedziel.


wtorek, 7 marca 2017

Powiedział, czyli jak narobić matce wstydu?

Sytuacja I

We Włoszech, gdy istanieje taka potrzeba dyrektor placowki oświatowej może wystapić do miasta o przyzanie konkretnemu przedszkolu pomocy, w postaci dodatkowego edukatora. Przedszkole, do którego uczęszcza Stefano z tego przywileju skorzystało i kilka razy w tygodniu, po południu, przychodzi Pani do pomocy. Tyle tytułem wstępu. 

Odbieramy syna z przedszkola. Kątem oka widzę, że właśnie wchodzi wspomniana edukatorka. Ste biegnie się przywitać, przytula i całuje w policzek i coć szepie do ucha. Pani wybucha szczerym śmiechem i prawie przez łzy wykrztusza z siebie - Maestra, tu sei marrone (A Pani jest brązowa...). -

What??? Skąd m u się to wzięło? Mamy czarnoskórych przyjaciół, z którym Stefano obcuje praktycznie od urodzenia i z którymi widujemy się dość często. 


Sytaucja II (wklejam z FB, bo nie wszyscy zapewne czytali)

Odbieram mojego niespełna pięciolatka z przedszkola. W oczekiwaniu na spóźniającego się tatę, próbuje zająć syna zabawą w przedszkolnym ogródku i tak podziwiamy drewniane donice z bazylią, rozmarynem itp. Co chwila zerkam na zegarek i nieco zniecierpliwionym głosem rzucam ''no gdzie jest ten twój tata?''. Stefano wytęża wzrok i uważnie obserwuje ulicę - co chwila wskazuje mi ojców innych dzieci. W pewnym momencie nawija się kolejny Pan (w średnim wieku, nieco łysięjący - tata dziewczynki z innej grupy) a z ust pierworodnego pada ''a to jest dziadek'' ;)
Nic tylko wykopać dziurę i zapaść się pod ziemię. Na szczęście Pan chyba nie usłyszał co synal zakomunikował.


Sytuacja III

Stefano wraca z przedszola i pierwsze co robi po przekroczeniu naszych skromnych progów? Rzuca - Mamma. la nostra casa e' tutta sporca! (Mama, nasz dom jest cały brudny!).  


Także, ten tego lecę sprzątać bo niedługo syn z przedszkola wraca, a wieczorem mamy gości ;)



wtorek, 28 lutego 2017

Karnawałowy zawrót głowy - Perugia 2017

Dziś ostatki, więc by tradycji stało się za dość spieszę z karnawałowym postem. Jak już wspominałam w poprzednich wpisach (znajdziecie je tu i tu) Włosi z chęcią dają się porwać szalonej zabawie. Atmosfera udziela się wszyskim, bez względu na wiek.
Przyznam szczerze, że ja dopiero po zamieszkaniu na półwyspie apenińskim odkryłam karnawałową magię. Owszem pamiętam przedszkolne bale przebierańców i entuzjam im towarzyszący. Niestety z biegiem czasu (i starzenia się ;) dziecięcy zapał po woli się zatracał. Jak głosi jednak polskie przysłowie ''nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło'' i teraz tanecznym krokiem, co roku, odkrywam go na nowo.

No, ale do brzegu. Oto czym zachwyciła nas w tym roku Perugia. W tym roku platform było aż sześć:

Inside out



Pets





Fuga dal circo - Ucieczka z cyrku



Hulk






Peter Pan



Tegoroczna nowość - platforma przygotowana przez dzieci z lokalnej szkoły. Wielkie brawa za kreatywność i zaangażowanie.



Mniej więcej tak się wyglądaa po przejściu jednej z platform ;)


Pokemon



I jak Wam się podoba? Macie swojego faworyta?


                                           






piątek, 24 lutego 2017

Praca po włosku, czyli jak robić by się nie zmęczyć ;)

Niezliczoną ilość razy byłam w jednym miejscu ciałem, a w drugim duchem. Też tak macie? Włoscy urzędnicy poszli o krok dalej, oni potrfaią być ciałem jednocześnie w dwóch miejscach ;) Oficjalnie w pracy. Nieoficjalnie np. u fryzjera, dentysty, na korcie tenisowym, w centrum handlowym itp...

Włoska policja ujawniła kolejny przekręt pracowników administracji państwowej, znany wszystkim jako ''assenteismo'' (abencja). I znowu wszystkich to oburza, ale tak naparwdę nikogo już nie dziwi. Tym razem (bo musicie wiedzieć, że podobnych akcji było już wiele) padło na neapolitański szpital Loreto Mare. Tak, tak, szpital co mnie osobiście dotyka szczególnie mocno. No bo wybaczcie jak można nie przyjść na dyżur w szpitalu, gdzie Twoja praca ściśle jest związana z ludzkim życiem. 
Po dwuletnim śledztwie, w ramach którego zabrano tysiące dowodów rzeczowych (m.in. nagrań i podsłuchów), aresztowano 55 osób (nie, nie pomyliłam się), podejrzanych jest kolejnych 40.  Wśród nich lekarz  grający w tenisa, bądź pracownik administracyjny pracujący jako kucharz w pobliskim hotelu.

Zastanawiacie się jako oni to robią? Nie jest to wcale takie skomplikowane, jakby mogło się wydawać - wystarczy zawiązać ''grupę wsparcia'' i można działać. Dziś ja podbijam badge za Ciebie, jutro Ty mi się odwdzięczysz. Jak wykazało śledztwo niektórzy podbijali ich nawet 20 dziennie. 


Moim ulubionym jest jednak ''człowiek z kartonem na głowie'' - czyż nie powinien dostać nagrody za wykazanie się wyjatkową fantazją?





poniedziałek, 6 lutego 2017

San Costanzo, patron Perugii.

Kim jest patron każdy wie. Wszyscy chyba słyszeliśmy o patronie strażaków (Florian), Europy (Benedykt), kierowców (Krzysztof), możnaby tak wyliczać bez liku. Zgodnie z tradycją i  kultem religijnym przy chrzcie zostajemy oddani pod opiekę świętego, którego imię nam nadano.

Nie wszyscy jednak wiedzą, że Włoszech każde miasto, miasteczko czy wioska mają swojego patrona. Z wiadomych względów nie będę ich tu wszystkich wymieniać, wspomnę jedynie kilku najbardziej znanych:
Rzym - apostoł Piotr
Mediolan - Ambroży
Bologna - Petroniusz
Neapol - January
Florencja - Jan Chrzciciel
Bari - Mikołaj z Miry (potocznie zwany Mikołajem z Bari)
Padwa - Antoni
Asyż - Franiszek itd...

W Perugii patronów mamy trzech - Konstanty, Wawrzyniec i Ercolano (Herculanus), a co się będziemy ograniczać ;) Dzień świętego patrona jest dniem wolnym od pracy dla administracji publicznej i strefy budżetowej danego miasta. Spokojnie Drodzy Państwo, zanim wydacie okrzyk oburzenia, pospiesznie donoszę, że w Perugii uroczyście (z pompą) czcimy jedynie pierwszego z wyżej wymienionych. Trzy dodatkowe dni wolne w roku to byłoby za dużo nawet jak na włoskie warunki ;)

Świętego Konstantego (San Costanzo), męczennika i pierwszego biskupa Perugii, celebrujemy 29 dnia stycznia. Postać świętego konsoliduje związek między Perugia cywilną i religijną - Konstanty jest nie tylko patronem miasta, ale również i archidiecezji. Świadectwem czego, a a zarazem symbolem holdu wobec patrona, jest procesja ''Luminaria'' (jej korzenie sięgają IVX wieku), która co roku (w wigilię wydarzenia) otwiera obchody świętego patrona.
Tradycyjnie pochód wyruszył spod ratusza Palazzo dei Priori i objał całą ''Via Sacra'', łączącą katedrę San Lorenzo (Wawrzyniec) z bazyliką San Costanzo, mijając  po drodze bazyliki Sant'Ercolano (inny ze wspomnianych wcześniej patronów), San Domenico (Dominik) i San Pietro (Piotr). Czego jak czego, ale kościołów to nam nie brakuje ;)

Przyznam Wam szczerze, że jeszcze nigdy na procesji nie byłam. Normalnie wstyd na całej lini i w tym roku miałam mocne postanowienie poprawy. Ponadto stwierdziłam, iż syn jest już na tyle duży, że mogą zainsteresować go kolorowe średniowieczne stroje i inne ''sprzęty'' sprzed wieków, że spróbujemy uczestniczyć choćby w niewelkim jej odcinku. Plany nie trwały długo, legły w gruzach wraz z przyniesieniem przez syna zaproszenia na urodziny do koleżanki z przedszkola.  Może za rok?! Z uwagii na powyższe nie dysponuje własnymi fotkami. Wszystkie zamieszczone poniżej zdjęcia pochodzą ze zbiorów oficajlnej internetowej galerii miasta.  Zainteresowanym zostawiam link




Z obchodami San Costanzo wiąże się pewna legenda. Wedle tradycji młode dziewczyny (panny, obowiązkowo dziewice), w dniu obchodów patrona, udają się bazyliki św. Konstantego i wpatrując się uważnie w jego oblicze oczekują odpowiedzi na jakże ważne pytanie ''wyjdę w tym roku za mąż?'' :D Jeśli święty puści tzw. oczko, dziewczyna może zaczynać przygotowania do wesela. W innym wypadku, luby zobowiązany jest podarować jej na pocieszenie ''torcolo di San Costanzo''. Zabawa oparta jest na grze świateł, rzucanych na postać świętego.


Torcolo di San Costanzo